Arjano Navi Team - Rzeszów
W długi weekend, 16 czerwca wybieramy się na XXII Ogólnopolski Turystyczno-Nawigacyjny Rajd Samochodowy Koziołek '2006. Impreza im. Zbyszka Mórgowskiego jest otwartym rajdem organizowanym przez niepełnosprawnych dla wszystkich chętnych, chcących poznać możliwości turystyki samochodowej.
W tym roku następuje zmiana integracyjnej załogi rajdowej. Żałuję, że nie może jechać ze mną Kasia, która prowadziła mnie na poprzednich "Koziołkach". Bożka też ze względu na nawał zajęć w pracy nie myśli o rajdowych przygodach. Szukam na gwałt pilota, bardzo chcę wziąć udział w imprezie, która poszczycić się może doskonałą atmosferą. "Koziołki" to znakomita odskocznia od codziennych obowiązków, możliwość spotkania się z przyjaciółmi i wspaniała okazja do zwiedzenia uroków Ziemi Lubelskiej.
Moim pilotem zgadza się być Janusz, choć jak twierdzi "niewiele pomoże, gdyż zawsze jedzie w rajdzie jako kierowca". Liczę jednak na jego "osłuchanie" ze sposobem pilotażu nawigacyjnego podczas startów w innych załogach. Damy radę! Najważniejsze wziąć udział w rajdzie i znaleźć metę - a z tym nie powinno być problemu.
Do załogi dokoptowana zostaje moja córa. W poprzednim roku rolę "trzecich oczu" pełnił Miłosz, w XXII rajdzie pora więc na inicjację rajdową młodszej Agnieszki. Bardzo start przeżywa, dumna jest, że może z nami jechać i pomagać tacie.
Wyjeżdżamy z Rzeszowa po godzinie 16:00. Nawał pracy nie pozwala nawet umyć samochodu. Jedziemy więc brudasem, czuję się bardzo niekomfortowo. Przez całą drogę do Lublina szukam myjni, obiecuję sobie, że autko ładnie wyczyścimy. Niestety, nie udaje mi się, poza automatycznymi, żadnej wypatrzyć. Preferuję ręczne, po nieciekawych przygodach znajomych z myjniami automatycznymi. A to autko zarysowane, a to spojler "zdjęty", o połamanych antenach i zrysowanych lusterkach nie wspomnę. Zamiary kończą się na przemyciu wodą szyb, trudno, nie będziemy błyszczeć :-)
W tym roku bazą rajdu jest zajazd "Imperium" w Firleju, nad jeziorem o tej samej nazwie. Dojeżdżamy do bazy, na ścianie odczytujemy dumny napis HQTEL "Imperium". Już nie zastanawiamy się co to takiego hqtel. Po drodze minęliśmy sporo Woteli, HOTEL-ików czy Hotelli. To po prostu walka po polsku z rodzimymi przepisami skarbowo-koncesyjnymi. Nie zawsze udaje się spełnić wymagania stawiane przez UE hotelom, ale zawsze można napisać na ścianie, że to HQTEL. Może akurat reklama zadziała, a mniej wprawne oko nie ujrzy ogonka :-)
Dojechaliśmy w samą porę. Andrzej i Gosia witają nas, precyzyjnie wydają materiały i kierują do pokojów: -"nie marudźcie, bo zaczyna się już ognisko i odprawa, czekamy na was".
Po szybkim odświeżeniu zajmujemy miejsca na drewnianych ławach rozstawionych wokół ogniska. Organizatorzy witają uczestników, Gosia wprowadza nas w zasady, które będą obowiązywały podczas rajdu. Punktami Kontroli Przejazdu będą jak to zwykle na "Koziołku": tablice z liczbami, stemple sędziowskie, kody zdjęć obiektów znajdujących się przy drodze. Jeżeli jeszcze mało to przy każdym "odkryciu" znaku STOP zawodniczy mają wpisać do karty drogowej "S", także ograniczenia prędkości ze znaków drogowych, no i klasycznie dwie pierwsze litery nazw miejscowości z tablic białych i zielonych znajdujących się przy drodze. Uffff. Będzie tych PKP-ów sporo na trasie rajdu - już zaczynamy Gosi współczuć mozolnego wklepywania przejazdów załóg do komputera. Ale to wszystko dopiero jutro, dzisiaj jedzmy, pijmy i bawmy się! Przy ognisku zasiadła stara gwardia, twarze nie widziane już długi czas. Jest Jarek z Mamą, Adam, Agnieszka z Mateuszem, Marzena, Grzesiek z Bożeną i dzieciakami Filipem i Mateuszem, Zosia z Marcinem. Miło widzieć znowu Krzyśka, który choć nie startuje to wspiera dopingiem zawodników. Andrzej, Bogdan i Gosia dwoją się i troją zapraszając zgromadzonych do częstowania się. Mięsko z grilla pachnie świetnie, a serwowany bigos to "palce lizać". "Wróbel Family" w komplecie, jutro czeka ich sporo pracy, wcześniej zweryfikowali trasę rajdu i przygotowali SZ.
W Jareckim odzywa się zew zawodowy - w profesjonalny sposób serwuje piwo z "żywcowego" dystrybutora. Jednak to zmyła - dziś mamy możliwość popróbowania lokalnego wyrobu. "Perła" dobra, bo zimna :-)
Siedzimy przy ogniu do północy, gadamy, wspominamy wcześniejsze starty, umawiamy się na kolejne imprezy. Pojedynczo zrywamy się do łóżek - jutro przecież rano start. Jurek z Dorotą docierają ok. 01:30. Śpiąc otwieram jedno oko, widzę, że zostawiony dla nich na stole klucz znaleźli. Dobranoc.
Po krótkiej nocy pobudka, przeglądam materiały, sporo tego. Uczę się na pamięć przejazdu prób sprawnościowych. Focusem nie poszalejemy, ale aby przynajmniej nie złapać taryfy.
Myjemy się z Agnieszką szybko, teraz kolej na Janusza. Niestety, drzwi łazienki są na tyle wąskie, że wózek przez nie nie przejdzie. Stosujemy manewr "starych Indian", podnoszę Janusza na wózku lekko do góry, w tym czasie Aga szybko odpina jedno z kółek. Na 3 kołach, niczym Kuzaj w swoim rajdowym WRC na rajdzie Kormorana wtaczamy się do łazienki. Teraz tylko zapięcie kółeczka i pora myć ząbki :-) Za parę minut powtarzamy procedurę "przejścia" i możemy udać się na śniadanie. Po szybkim posiłku pakujemy się do wozu, przygotowujemy kompas, taśmę, kolorowe zakreślacze i linijkę. Jesteśmy gotowi. Podjeżdżamy do kolejki startowej, w tym momencie otrzymujemy pierwszy z testów. Dotyczy on BRD, czyli przepisów ruchu drogowego oraz PFRONU - wiadomości o sponsorze imprezy. O ile przepisy idą nam gładko, nie popełniamy tu żadnego błędu, to z PFRON-em jest gorzej. Wiemy czego dotyczą programy celowe "Junior", "Partner 2006", czy "Pegaz 2003", ale nie bardzo orientujemy się w zasadach organizacyjnych "jednostek samorządu terytorialnego, fundacji i stowarzyszeń". Łapiemy tu 40 punktów karnych, trudno.
Powoli podjeżdżamy na start próby SZ-1. Zobaczymy co w tym roku przygotował nam Michał. Próba z cofaniem. Przyznam że "zapinanie" wstecznego na SZ nie jest moją ulubioną zabawą. Uważam, że użycie biegu wstecznego powinno być wykluczone, podobnie jak to zrobiono w KJS-ach czy innych rajdach sportowych. Nie jest to bezpiecznie, zarówno dla skrzyni biegów, jak i potencjalnych widzów. Próba jest szybka, auto jednak nie chce ładnie składać się na mocno przyczepnej kostce. Jedziemy więc na okrągło i uzyskujemy czas 25,5 s. Mateusz na nissanie ma czas 30,0, bardzo ładnie kręci Marcin swoim srebrnym bolidem. Podjeżdżamy na start odcinka I, Ania chwilę nas przytrzymuje, aby dać szansę zjazdu poprzedzającej nas załodze. Otrzymujemy komplet materiałów na odcinek: itinerer, mapę podkładową oraz kartę z 9 zdjęciami obiektów do odnalezienia na trasie. Zdjęcia trzeba zapamiętać, nie można bez przerwy zerkać na kartę. A więc tworzymy klucz:
"Kolumnada, lew, naczelnik,
stara brama, duża lufa
Biały pomnik i kapliczka
Razem szczęścia cała kupa".
Na zegarze wybija 9:39, startujemy, przed nami 80 minut na pokonanie 24 km. Cała wieczność :-) A może nie?

Opuszczamy plac i prostym strzałkowcem dojeżdżamy do punktu F, łapiąc po drodze pierwszą pieczątkę sędziowską. Teraz mamy nawigować po planie "Firlej". Kilka strzałek na planie miasteczka skutecznie psuje szyki zawodnikom w szukaniu najkrótszej trasy przejazdu. Robimy małą pętelkę i ponownie osiągamy punkt F. Pierwsze polecenie planu wykonane. Teraz do punkty I. Zjeżdżamy na piaszczyste drogi prowadzące brzegiem jeziora. Znajdujemy tablicę 48 i łapiemy kolejny stempelek. Przy punkcie I odkrywamy zdjęcie kościoła. Wracamy do punktu R. Teraz mamy wykonać "lewo z natury". Wg interpretacji kodyfikacji manewru tego nie wykonuje się w punkcie, lecz "jedzie dalej z natury" do skrzyżowania, na którym można wykonać skręt w lewo. Tego się trzymamy, jednak kolejne polecenia skrętu na wschód i jazda do punktu J stają się awykonalne ze względu na blokujący przejazd punkt F. Zaczynam kombinować: jeżeli wykonamy skręt w lewo "już" w punkcie R to trasa się otworzy i będziemy mogli pojechać dalej. Stwierdzamy, że pewnie taki zamiar mieli Gosia z Bogdanem. Nawracamy i już bez przeszkód osiągamy punkt J, po drodze namierzając groźnego lewka trzymającego w łapach herb, a strzegącego wejścia do posesji przy drodze. Plan "Firlej" się skończył, mamy wrócić do punktu F. Ja jednak nadal z planem "Firlej" na kierownicy nawiguję omijając na głównej punkt R. Błąd! Do F-ki trzeba było jechać już po mapie podkładowej, ech, nieuważny jestem. Oddaję Januszowi itinerer, biorę w łapy mapę, jedziemy!
Janusz precyzyjnie pokazuje, który tafelek itinerera "obrabiamy", odkreślając już pokonane. Teraz czeka nas ślepa mapa SM1. Zmniejszamy ją 2-krotnie dopasowując do skali mapy podkładowej. Elektroniczny licznik kilometrów focusa niezbyt dokładnie wskazuje namiary. Dojeżdżamy do ostrego zakrętu w prawo, wpisujemy do karty drogowej ograniczenie prędkości do 60 km/h i zaraz po nim do 30 km/h. Zaczynamy mieć kłopoty, po 500 m powinien być prosty zakręt w lewo, a u nas długa prosta. Więc może po 0,5 km należy zjechać głównej w tą piaszczystą drogę w lewo? Mijamy się z załogą, która wraca "pod prąd" rajdu. Bacznie obserwujemy, więc to nie tu? Trzeba sprawdzić. Po prawie kilometrze rezygnujemy, droga robi się bardzo wąska, krajobraz nie odpowiada topograficznie terenowi na mapie. Wracamy na główną, jedziemy jeszcze kawałek i nagle zza stodoły "odkrywa się" poszukiwany zakręt w lewo. Droga robi się mocno piaszczysta, trzeba nieźle deptać po gazie, ford w lekkich uślizgach drze przez piachy. Czekamy na mostek, który potwierdzi naszą pozycję. Jest! Piękny! Stalowy, malowany na zielono, co on tu robi w takiej wyszukanej formie na tym piaszczystym trakcie?
Prawidłowość przejazdu potwierdza kapliczka ze zdjęcia Z9, którą odkrywamy w najbliższej miejscowości. Długi skok przez Sułoszyn, Wolę Skromowską i lądujemy w Kocku. Tu krótka nawigacja po mieście, zastanawiamy się, czy wpisywać do karty pomnik Kościuszki, który widzimy od tyłu po lewej naszej stronie. Niby w informacji przedrajdowej widnieje, że "obiekty do odnalezienie po lewej i prawej stronie drogi", więc raczej wpisać. Ale z kolei fotka robiona od przodu pomnika, więc? Decydujemy się na wpis, lepiej mieć 7 punktów karnych za fałszywkę niż 20 za brak PKP-u. Dalej idzie z górki, wjeżdżamy przez bramę na teren Ośrodka Pomocy Społecznej, rundka po rondku i przy powrocie spotykamy się z załogą Zosi i Marcina. Będziemy do nich machać, może przegapią armatę ze zdjęcia Z7 :-)
| powrót do strony głównej | dalej |